Translate

czwartek, 23 lutego 2017

Już wiosennie.....

Tak, To wiosenne powietrze.....
Nareszcie,  W końcu.....
Żurawie już są,  podobno bociany też. Tych drugich jeszcze nie widziałam ale żurawie potwierdzam. Czyli idzie wiosna i to dużymi krokami.  Nie przepadam za tym czasem między końcem zimy a wiosną. Przedwiośnie nie jest w moim guście.  Lubię albo zimno i śnieg albo wiosnę chociaż w powietrzu. Nie cierpię tego pomiędzy.
Dla mnie dwóch miesięcy na L mogło by nie być.  Podczas pierwszego czekam na święta,  podczas drugiego na wiosnę. Teraz już tylko czekam i cieszę się każdą dodatnią temperaturą, każdy promyk słońca .....
Czuć to w powietrzu.....
Od razu człowiekowi lepiej...
Praca w korpo nie rozpieszcza,  gnam,  pędzę,  lecę.... czasu znowu mniej
ALE JAK TO SIĘ MÓWI,  OBY DO WIOSNY....


środa, 28 grudnia 2016

Święta......


Święta minęły mi jak wszystko.  Raz, dwa święta i po świętach.  Wigilia była u nas A kolejne dwa dni my byliśmy w rozjazdach.  Zanim się obejrzałam znowu trzeba było iść do pracy.  Tyle czekania,  tyle przygotowań A tu chwila i po wszystkim. 
W tym roku byliśmy już w komplecie.  Szkoda tylko że nie zdążyłam się nacieszyć tymi rodzinnymi świętami bo tak szybko minęły ale starałam się cieszyć każdą chwilą.  Do mojego scenariusza brakowało tylko śniegu.  Było wszystko czego chciałam.  Było nas 15 osób,  blask kominka migotał,  śpiewaliśmy kolędy i było wszystko czego chciałam oprócz śniegu. Nastawiam się na śnieg na przyszłe święta. 
W związku nadejściem Nowego roku chciałabym Wam życzyć wszystkiego co najlepsze i spełnienia najskrytszych marzeń 












niedziela, 27 listopada 2016

Chatka, pierniki...już...


U mnie nic nie zwykłego się nie dzieje. Wszystko idzie zgodnie z planem.  Do świąt zostały 4 tygodnie więc działam,  działam.  Nie  dopuszczam nawet na chwilkę.
Pierniki są-  są już od półtora tygodnia zapakowane w puszeczki.  Są czekają na swoją kolej :)))

Wczoraj powstała też już chatka piernikowa bo skoro zaczynamy już adwent to dlaczego nie.
Pierogi też już mam  :) wiem,  że zaszalałam ale już mam i już. Leżą sobie bezpiecznie w zamrażalniku.  Zawsze to już jedna rzecz  mniej do zrobienia. Więc jak widzicie moje drogie działam,  działam,  działam......



















sobota, 22 października 2016

Zmiany, zmiany......


Skontaktowała się ze mną firma , do której kiedyś wysłałam swoje cv. Zaprosili ponownie na rozmowę i tak się stało, że rach ciach od dwóch tygodni mam nową pracę :)

Wcześniej miałam jeszcze 1,5 godz więcej snu więc pierwszy tydzień był ciężki do przestawienia się. Teraz budzik dzwoni codziennie o 5:30 . Najgorsze jest to, że za oknem jest ciemno ale zaczynam się przyzwyczajać.  Wstaję,  ogarniam się i wychodzę.  Kawę piję w samochodzie podczas jazdy bo nie chce mi się jeszcze wcześniej wstawać żeby pić ją w domu. Wychodzę,  odpalam moją zieloną strzałę,  
włączam radio i ruszam popijając kawkę . Największą parodią jest to,  że nowa praca jest tylko 5km dalej niż stara ale jadę dwa razy dłużej.  Jeżdżąc na godz 9:00 nie zdawałam sobie sprawy z tego,  że korki mnie już omineły. Przez pierwszy tydzień dotarcie do pracy zajmowało mi 1:20 min. Teraz, kiedy już znam wszystkie objazdy by stać w korku jak najmniej,  jadę godzinę gdzie do starej pracy dotarcie zajmowało mi 35 min . Parodią jest to,  że dosłownie wszędzie nie zależnie czy już wjadę do Warszawy czy jeszcze przed nią wszędzie są utrudnienia w ruchu przez roboty drogowe : ( Trudno się mówi i jedzie się dalej.

Najlepsze jest to,  że każdy weekend jestem w domu mam więcej czasu dla rodziny bo w tygodniu dużo wcześniej wracam. Puki co same plusy,  oby tak dalej.  Za oknem pogoda ponura,  deszcz,  wiatr brrrrrrr nic tylko siedzieć przed kominkiem z grzańcem w ręku. Taki mam plan na dzisiejszy wieczór ; )




piątek, 16 września 2016

Kiedy ?


Nawet nie wiem kiedy . Patrzę dzisiaj na kalendarz i mamy już połowę września. Kiedy to zleciało ?
Pogoda mnie trochę oszukała bo jest tak pięknie i zanim się obejrzałam a tu jesień za pasem.
Wstaję rano, piję pyszną kawkę a potem to już tylko sprint. Spieszę się do pracy, potem z pracy do domu. W domu żeby coś zrobić i może zrobić coś nadprogramowo jakieś owocki pozamykać w butelkach lub warzywka w słoiczkach a potem już wieczorową porą spędzam kilka chwil z rodziną ale to też nie na spokojnie tylko w takim półbiegu. Zanim się obejrzę a już jest następny dzień , siedzę w swojej kochanej kuchni , popijam kawkę a potem już tylko bieg.
Dodatkowo znowu coś wymyśliłam i szkolę się do czegoś zupełnie nowego, więc tego czasu, którego już nie mam , mam go jeszcze mniej :(
Jedyny dla mnie plus to to, że święta już niedaleko a na święta syn już będzie w domu i to na stałe :)
Zmiana planów. U młodych ludzi to tak łatwo wszystko przychodzi. Hop siup i już.
Ja nie narzekam tylko się cieszę i czekam z niecierpliwością. Taka stęskniona i zalatana mamuśka ze mnie :)))



niedziela, 31 lipca 2016

Wakacje, grzyby, nalewki ......


Urlop się kończy :(
Pogoda była raczej średnia , często typowo barowa . Trzeba było sobie organizować różne zajęcia od różnego typu gier i zabaw, przez zwiedzanie, zbieranie grzybów po typowe wypady do baru ;P
Grzybów w tym roku ci u nas dostatek , więc przyjemnie było wyjść do lasu i nie wrócić z pustymi rękami. Oczywiście suszyliśmy, robiliśmy słoiczki jak i jajecznica na kurkach też była mniam i to nie raz. O święta w tym roku martwić się nie będę.



Odpoczęliśmy, pobyczyliśmy się i naładowaliśmy baterie i to porządnie na najbliższe miesiące.
W tym roku dostałam od taty wielką księgę nalewek więc szaleję. Po to ją mam żeby działać i działam. Przeróżnego rodzaju nalewki, nastawy i nie tylko...
Nastawiłam sobie nawet gin swojej roboty i czekam..... a czekać trzeba długo bo aż ok. 5 mies.
Trudno mi będzie bo bardzo lubię gin ale cóż żeby było jak należy trzeba poczekać. Do świąt dam radę ale nie dłużej ( hi, hi, hi ). Przerabiam wszystko co mogę aby zima była przyjemna w tym oczekiwaniu na wiosenne słońce......

poniedziałek, 27 czerwca 2016

Marzenie .......



No mam takie, zresztą niejedno ale ostatnio jakoś na tym jednym się bardziej skupiłam.
Marzy mi się wyjazd do Toskanii. Zamykam oczy i widzę taką cudowną
winnicę , w której można skosztować różnego rodzaju win. Mmmhhhmmmm

 Bardzo bym chciała udać się na taki wypad. Własnym samochodem, żeby móc samemu o wszystkim decydować i nadawać rytm wycieczce, zadekowanie się w takiej niedużej winnicy z przemiłymi właścicielami gdzie można skosztować wspaniałych miejscowych wyrobów na winie oczywiście kończąc :))) . Może gdzieś niedaleko małego, spokojnego miasteczka z kamiennymi uliczkami i sklepikami, które sprzedają swoje wyroby. Gdzie można leniwie spacerować, wypić pyszną kawę i cosik ciekawego zobaczyć. Czytam troszkę w internecie, szukam, podpytuję ( tak wiem, że w tym roku obudziłam się troszkę za późno na taki wypad ). Sama nie wiem. Mam lekką obawę bukować tak przez internet bez czyjegoś polecenia i polegać tylko na zdjęciach i opisach internetowych. Dobrze by było pojechać w jakieś sprawdzone miejsce gdzie już ktoś był, sprawdził, posmakował i sobie chwali. Wiem, wiem nie zawsze się trzeba spodziewać najgorszego ale jakoś mam obawy. W tym roku i tak już jedziemy na Mazury ale ja już myślę na zapas :)

Jeżeli ktoś z Was miałby taki namiar na coś takiego to byłabym wdzięczna za wskazówki. Podejrzewam, że i tak pojedziemy ale mimo wszystko czułabym się bezpieczniej z jakimś zaufanym namiarem. A tak puki co cieszę się podobnymi klimatami u siebie na podwórku :D




                                 A TO MOJE MARZENIE ......