Zaglądając wczoraj do kalendarza stwierdziłam, że został nam już tylko miesiąc do świąt więc trzeba będzie zrobić w najbliższy weekend pierniki i to tak na łapu capu :D.
Córa jednak nie przestaje mnie zadziwiać , ok godziny 14:00 dostaję od niej sms-a z zapytaniem czy w domu są wszystkie składniki do piernikowych wypieków. Oznajmiłam, że prawie bo przecież miód się skończył w niedzielę ( bo pożerają go ze wszystkim i do wszystkiego ). Tak więc nadszedł kolejny sms z informacją bym koniecznie kupiła brakujący składnik bo ona dzisiaj robi pierniki i koniec kropka. Co bym na pewno nie zapomniała o tym miodzie kolejny sms by kupić miód nadszedł po 2 godz. :))) Jest to jej zadanie od chyba 4 lat . Nie zdarzyło się by zapomniała lub by jej się nie chciało.
Jednak to, że robi ciastka w poniedziałek i to bez dwóch zdań nie chcąc poczekać do weekendu ( bo w tygodniu to przecież są różne zajęcia dodatkowe ) to podziwiam. Jest przy tym troszkę roboty bo nie jest to kilka ciasteczek ale cała fura. Zawsze robiła tylko jeden rodzaj dodając przyprawę
piernikową. W tym roku zrobiła aż trzy. Bez przyprawy tylko z aromatem piernikowym (więc wyszły bardzo jaśniutkie jak ciasteczka maślane), drugie z przyprawą jak co roku i trzecie z przyprawą i cacao ( więc wyszły ciemniutkie :) Zabawy było co nie miara ale jaka potem satysfakcja. Na lukrowanie czekamy teraz ze trzy tygodnie i już.
Dumna jestem jak paw, oby tak dalej a przygotowania do świąt tylko nam migną :)))
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz