Translate

środa, 18 lipca 2012

Urlopowo ...

Wakacje, urlop i po urlopie... Jednak takiego jeszcze nie pamiętam :))) a dlaczego ? bo był bez dzieci :)))
Syn został bo pracuje ( zarabia sobie na wyjazd w sierpniu ) a córa pojechała na kolonie, więc my z mężem
nie czekaliśmy długo tylko raz dwa torba w rękę i w samochód.
Pojechaliśmy pierwszy raz o tak po prostu na żywioł bez żadnych rezerwacji. Do tej pory zawsze z dziećmi, więc wolałam cosik zarezerwować i nie mieć potem przykrych niespodzianek, ale tym razem zupełnie nic.
Nie było najmniejszego problemu ze znalezieniem noclegu nawet w takich miejscach jakie lubię typu np.zamek rycerski w Sobkowie. Nastawiliśmy się typowo na zwiedzanie bo z dzieciakami to zawsze tylko tak pobieżnie ( zawsze to albo nogi bolały, albo coś innego było nie tak )jednak tym razem zwiedzaliśmy do woli praktycznie od rana do wieczora. Najpierw przez tydzień były to góry Świętokrzyskie a potem okolice Białowieży ( jednak na te kilka ostatnich dni córka już się trochę załapała ).
Było naprawdę cudownie i pogoda dopisywała. Zwiedzaliśmy wszystkie zabytki godne zwiedzenia ruiny, zamki, jaskinie, klasztory i skanseny. Pokażę kilka najładniejszych fotek , bo wszystkich nie dałabym rady
( nigdy nie oszczędzam aparatu :)))






wtorek, 26 czerwca 2012

Koniec ...

Już prawie koniec. Koniec roku szkolnego oczywiście :)))
Cieszy mnie to niezmiernie, dlaczego ? Dlatego, że zaczną się wakacje i dla mnie przede wszystkim.
Koniec z pytaniem co zadane, co jest do nauczenia, czy już odrobione lekcje itd.......
Odpocznę w końcu od napominania i naganiania dzieci do nauki.
Żeby tego jeszcze człowiek nie musiał mieć na głowie, ale nie. Oni się uczą , ale to ja muszę pamiętać
by odrabiali lekcje. Czy tylko u mnie jest ten problem ?
Wygląda to tak jak to tylko mnie by zależało by pokończyli te szkoły z przyzwoitym wynikiem.
Córka w podstawówce a syn właśnie skończył gimnazjum i myślę, że to dzięki mnie przynajmniej odrabiał
pracę domową. U córy jednak jest tak samo.
Zawsze wygląda to tak, że najpierw robię wywiad co było na lekcji,
co zadali itd. Potem muszę pilnować by nie zapomnieli o tym, że są zadane
lekcje. Mają tyle różnych zajęć i to tak strasznie pilnych, że zawsze są one
ważniejsze niż lekcje. Najpierw proszę , ale co tam mogę strzępić po
próżnicy . W końcu idą do siebie wielce obrażeni ze słowami na ustach,
że nie mam do nich za grosz zaufania, że wiedzą co jest zadane i jest to oczywiste, że zostanie to odrobione a czy ważne o której godzinie ?
 Czy będzie to godz. 18 czy 21 to przecież żadna różnica a ja się oczywiście czepiam.
Ale ze mnie czepialska, ale czy głowa nie lepiej pracuje te trzy godziny wcześniej niż później ?
Czy ja chcę dla nich źle? Ale przecież to ja jestem ta niedobra i już !
Nie raz go przyłapałam, że odrabiał lekcje rano przed szkołą bo zapomniał czy coś tam, ale to ja nie mam do niego zaufania. Dlatego z tej okazji, że zaczynają mi się wakacje i jutro jest ostatni dzień szkoły pozwoliłam wypić sobie lampkę wina. Odsapnę sobie troszkę i już :))) Wszystkim mamom, które mają podobne problemy też życzę miłego odpoczynku od szkoły ;D.



poniedziałek, 4 czerwca 2012

Mała rzecz ...

Dokładnie rzecz ujmując chodzi o te małe drobiazgi, którymi wciąż upiększamy swoje domy.
Mała rzecz a cieszy. Uwielbiam swój dom i każda nawet najdrobniejsza pierdółka kupiona lub wygrzebana gdzieś w jakiś starociach cieszy niezmiernie. Uwielbiam to kombinowanie, gdzie ją postawić, pod jakim kątem albo może przytrzeć ją tu albo tam, cudowny ten dreszczyk :)



Najlepiej to wygląda jak już sobie cosik upatrzę i wtedy się zaczyna :) w głowie już tworzy się milion wizji na minutę.
Wyłączam się wtedy zupełnie i realizuję swoją wizję.
Często przestawiam, ustawiam, trochę w lewo, trochę w prawo,
gdzie po chwili stwierdzam, że jednak nie, za pierwszym razem było
lepiej.
Zdarza się też tak, że w końcu to ustawię, cieszę się jak dziecko
chodzę koło tego przez kilka dni i cieszę się z nowego nabytku
kiedy przychodzi taki dzień, że chodzę obok i doznaję
olśnienia, że jednak nie tu powinno to stać.
Przestawiam i stwierdzam , że w nowym miejscu pasuje idealnie.
Wystarczy czasem jakiś mały drobiazg, który dopełnia całości.
Najbardziej taki kombinator wychodzi ze mnie jak tylko cosik z
pogodą szwankuje, deszcz pada czy coś tam gdzie nie bardzo
można się wybrać na świeże powietrze, wtedy mi się to uruchamia
ze zdwojoną siłą ( czasem nawet do tego stopnia, że nie mogę usiedzieć
w miejscu tylko mnie gdzieś nosi, żeby cosik porobić ).
W ostatnim czasie nabyłam właśnie kilka takich drobiazgów, które
znalazły już to właściwe miejsce. Jest jeszcze kilka , ale są w trakcie
przeróbek lub przestawiania ( pochwalę się następnym razem ).

Oby się pogoda poprawiła w miarę szybko bo zaszaleję za bardzo :D




środa, 16 maja 2012

I już po ...

No i już po imprezie :))) Przeżycie było duże szczególnie dla dziecka, ale i dla rodziców również ( niby jedną komunię mam już za sobą, ale mimo wszystko w gardle ściskało i już )
Tyle przygotowań w kościele i w domu , oczekiwań i po wszystkim.
Uroczystość była naprawdę ładna, ksiądz starał się by dzieci były zainteresowane tym co się dzieje na mszy a i dzieciaki się popisały bo wszystko było jak w zegarku tak jak na próbach, czyli wszystko się udało.
Impreza po wszystkim też była udana, wszyscy goście dopisali. O prezentach nawet nie wspominam , bo córka do tej pory szaleje wśród nich  :)))


Teraz już tylko śluby mnie czekają , syn ma już 17 lat , więc pewnie będzie szybciej niż mi się wydaje ;P

środa, 25 kwietnia 2012

Czas na herbatkę ...

Słoneczko tak pięknie wczoraj przygrzewało, że nie mogłam się powstrzymać i musiałam wypić herbatkę na tarasie. Ptaszki śpiewały, słońce grzało, że aż miło i wiał milutki wiaterek, który wcale a wcale nie przeszkadzał.
Miałam taką chwilkę dla siebie po porannym ogarnięciu wszystkiego co było trzeba tj. pranie włączone, posprzątane, obiadek wstawiony, więc można na chwilkę klapnąć :)))
Klapnęłam właśnie na tarasie by mieć jakąś godzinkę dla siebie w ciszy i spokoju. Pomyślałam, że wypiję herbatkę i poczytam troszkę,
jednak było tak cudnie , że nie mogłam się skupić na
czytaniu . Gapiłam się po prostu przed siebie z głupim uśmiechem na twarzy słuchając ptaszków i ciesząc się spokojem. Wstyd się przyznać ale było mi tak błogo, że aż skusiłam się na cosik słodkiego,  czego staram się raczej unikać bo potem tylko obwód bioder się powiększa , ale co tam wczoraj odstąpiłam od żelaznej zasady i zjadłam a co!!! Też mi się coś od życia należy, a że rano było trochę sprzątania to wytłumaczyłam sobie, że przecież spaliłam trochę tych kalorii ( akurat tyle ile zjadłam potem hi, hi, hi ) i poczucie winy zgasiłam w zarodku :))) 
No niestety błogi czas szybko minął i trzeba się było znowu brać do roboty. 
Za niedługo zaczęli się schodzić domownicy i skończyło się to co dobre :))) ale to chwilkę dla siebie miałam i już !!! Dzisiaj niestety praca, praca i nici z leniuchowania , ale już za pasem majówka więc nadrobię :)))
Pozdrawiam 
 

wtorek, 3 kwietnia 2012

Wielkanocnie ...

Już Wielkanocnie, dopiero co było Bożonarodzeniowo a już jest Wielkanocnie.
Nie wiem dlaczego, ale te święta nie mają dla mnie aż takiego czaru jak te zimowe.
Może tu chodzi też w jakimś stopniu o aurę ??? Sama nie wiem. W grudniu najczęściej jest już typowo zimowa pogoda, leży śnieg jest po prostu inaczej tak bajecznie. Wieczory przy kominku, zapach choinki, pierników i prezenty ( pakowane po kryjomu przed dziećmi :) A teraz ? Nie pamiętam już kiedy w święta wielkanocne była typowo wiosenna pogoda taka ze świecącym i grzejącym słoneczkiem, zachęcająca do spacerów i bezkarnego Śmingusa Dyngusa na świeżym powietrzu.  I te święta mają swoje tradycyjne zapachy, które się wydobywają z kuchni, ale to za mało. Wiem, że dla kościoła Wielkanoc jest  ważniejsza, ale ja nic na to nie poradzę, że tamte mają dla mnie  większy urok i już.
Wiosna nam się chyba na razie zatrzymała z tym swoim przychodzeniem ale dobrze, że przynajmniej już mrozów nie ma, bo w niedzielę minie już miesiąc jak nie ma Biszkopta. Wyszedł z tekstem zaraz wracam       ( przynajmniej tak mi się wydawało :( ) i niestety już nie wrócił. Tego się właśnie obawiałam, że to kiedyś nastąpi i wykrakałam , zresztą jak zwykle.Jak to młody pies, wiosna przyszła i dostał małpiego rozumu...
Co do przygotowań komunijnych mojej córy, to wszystkie techniczne sprawy załatwione.
Zaproszenia rozdane, strój cały już jest i wszystko inne co potrzebne też. Zostały już tylko spotkania w kościele i 5 tyg. oczekiwania do całej uroczystości co dla córy jest naprawdę trudne, bo przebiera nogami z niecierpliwości już teraz a tu jeszcze tyle dni.

W takim razie moje drogie z okazji nadchodzących świąt życzę Wam spokoju i pogody  ducha w te święta, smacznego jajeczka i mokrego dyngusika :))) a przede wszystkim dużo zdrówka i takich naprawdę rodzinnych świąt.


                                  Poniżej prace Woelkanocne mojej młodszej pociechy :)