Translate

piątek, 7 grudnia 2012

Za 17 dni święta ...



Mamy jeszcze dwa i pół tygodnia do świąt. Jeszcze albo tylko :) Jak już wszystkim wiadomo uwielbiam święta i powinno być dla mnie aż dwa i pół tyg , ale w tym roku wyjątkowo jest tylko dwa i pół tyg.
Jestem tak zalatana, że nie mam czasu na nic. Doba jest stanowczo za krótka, nie mam czasu by się tym wszystkim cieszyć , wszystko jest w biegu. Wiem, że tak to jest jak się ma swój interes i trzeba wszystkiego samemu pilnować, ale w tym roku jakoś wszystko jest razy dwa.
Koniec z narzekaniem trzeba korzystać z tego co mi się uda i już. Dobrze, że chociaż córa coraz starsza w tym roku to ona już pilnowała, że czas zrobić pierniki i standardowo oprócz wkładania i wyjmowania z piekarnika nic więcej przy nich nie robiłam.









Ale na przystrojenie domu czasu mi nie zabrakło , wszędzie jest kapka czerwonego :)))













niedziela, 28 października 2012

Przedziwna sobota ...

Obudziwszy się wczoraj o 7:00 rano wyglądając przez okno, widziało się zwykły jesienny krajobraz.
Bardziej niż zwykle przykuły moją uwagę pajęczyny na drzewach dookoła ze względu na rosę wyglądały bardzo ciekawie, na tyle, że postanowiłam je sfotografować.
Potem żeby się już totalnie obudzić zrobiłam sobie kawkę ( rozpuszczalna z mlekiem ) hmmm... taką jak lubię . Posiedziałam sobie troszku w ciszy delektując się kawusią.
Po kawce domownicy zaczęli się pomału budzić, więc zajęłam się śniadaniem.
Potem oczywiście jak w każdym sobotnim grafiku
dokładniejsze sprzątanie niż zwykle i tak minęło mi kilka ładnych godzin.
Mniej więcej ok. godziny 11:00 wyglądam przez
okno by sprawdzić czy pajęczyny nadal tak ładnie widać i spotkał mnie szok .
Przyznaję , że dzień wcześniej nie oglądałam prognozy, i dlatego spotkał mnie większy szok, czegoś takiego się nie spodziewałam.
 Za oknem było po prostu biało. Biało jak w zimę, dodatkowo śnieg padał tak gęsto, że dosłownie nic nie było widać :))). Nie narzekam , absolutnie tylko już sobie wyobrażam swoją minę gdy odkryłam zimę za oknem gdy jeszcze kilka godzin wcześniej była jesień hi, hi, hi.




No tak już pada śnieg, więc niedługo pewnie będą święta :)))
A jakie dzisiaj wcześnie rano bo między 5:00 a 6:00 były cudne zimowe widoki, nic tylko robić zdjęcia.
Niestety padły baterie w aparacie i nic z tego nie wyszło, ale jeszcze nic straconego myślę, że zdążę się nacieszyć zimowymi klimatami a z czasem i znudzić jak co roku.

środa, 3 października 2012

Jesień i skarby ...



A może najpierw skarby sama nie wiem.
Najpierw troszkę jesiennych klimacików zgodnie z porą roku i z tym co widzimy za oknem a potem opowiem i pokażę moje skarby :))))



 A więc było to tak.
 Dzień był zwykły, najzwyklejszy jakich wiele wracałam sobie spokojnie z pracy tą samą drogą co zwykle. Jadę sobie , podśpiewując trochę zadowolona , że już wracam do domku gdy cosik mi mignęło z boku , jakaś zmiana w krajobrazie. Jednak nie zdążyłam dokładnie dojrzeć co to mignęło. Wydawało mi się, że  to takie cosik drewniane w fajnym klimaciku  na jakimś płocie. Nie byłam pewna, że to co mi si wydawało to było rzeczywiście to coś a, że wiadomo, że skorpion nie popuści ;))) to nie myśląc długo po prostu zawróciłam. Ale jakie było moje zdziwienie i uśmiech od ucha do ucha na twarzy jak w końcu dojechałam i zobaczyłam co to było rzeczywiście. Ani oczy ani moja wyobraźnia nie spłatały mi figla.
U kogoś na płocie ( takim drewnianym typowo wiejskim :) wisiał ogromy kawał drewna z pięknym ręcznie robionym w tym drewnie napisem SPRZEDAM. Jednak nie to mnie ucieszyło aż tak.
Za tym napisem na podwórku było mnóstwo przeróżnych rzeczy na sprzedaż. Nie potrafię opisać ile tego i co dokładnie tam było, ale zaczynając od małych drewnianych i kamiennych naczyń ,garnków przez balie przeróżnego rodzaju kufry, beczki kończąc na starych wozach konnych. Nie ukrywam , że rzeczy były dość zużyte, ale to nie problem . Troszkę farby, bejcy czy lakieru jak kto lubi , nowe zawiasy, okucia i te cudowności dostałyby nowe życie.
Nie mogłam się opanować i zakupiłam kufer, balię, beczkę, małą skrzynkę ( niestety bez wieczka ) i kilka różnych drewnianych przyborów. Miałam przeogromną ochotę na kołowrotek , który tam widniał jednak był bardzo, bardzo zniszczony ( nie był w jednym kawałku ) i cena była zabójcza.
Pierwsze zdjęcia robiłam jeszcze tam na miejscu telefonem wśród tych wszystkich różnych różności , więc mogą być kiepskiej jakości.
Beczka została zaolejowana i dorobiliśmy jej dno a miejscówkę znalazła
w przedpokoju. Dla mnie wygląda super.
Kufer zaimpregnowaliśmy i też wylądował w przedpokoju jednak czeka go jeszcze lakierowanie i zmiana zawiasów, ale już nie mogłam się powstrzymać by go nie przynieść do domu :))) a balia i reszta jeszcze sama nie wiem co i jak zrobić no i gdzie postawić.



Jestem w gorącej wodzie kompana i robiłabym wszystko na raz , ale tak się nie da. Skończę kufer i pomyślę nad resztą.A na razie cieszę oczy :)))
Pozdrawiam











wtorek, 18 września 2012

Zdążyłam ...


Uff... udało mi się zdążyłam się ze wszystkim obrobić a pogoda jeszcze dopisuje :)))
W takim razie zamierzam z niej korzystać na maxa. Spacery i grzyby już pochłaniają mnie bez reszty.
Najpierw spacer po lesie w kluskowym towarzystwie a potem zabawa ze słoiczkami :) zdarza też mi się
 jeszcze posiadywać późnym popołudniem na tarasie czasem potrzebny już kocyk ale co tam .
Wiem, że się nie da ale staram się nacieszyć na zapas bo do wiosny będzie musiało starczyć takie popołudniowe i wieczorne tarasowanie.
Rozumiem że jesienne i zimowe wieczory przed kominkiem mają swoje uroki i też je uwielbiam, ale tak posiedzieć i nic nie robić tylko słuchać przyrody wprost cudne.
Więc korzystam... już...





A tak wyglądają wrześniowe zachody słońca z górnego tarasu ...



czwartek, 6 września 2012

Było, minęło ...

I po lecie ... Kolejna pora roku, która tak szybko mi uciekła. Nie wiem czy to przez ten pęd życia, w którym żyjemy czy po prostu im jesteśmy starsi tym szybciej nam to leci.
Nie zdążyłam się jeszcze nacieszyć wakacjami a te już się skończyły. Nie to bym specjalnie narzekała, ale troszkę muszę. Uwielbiam słońce, dodaje mi ono energii. Puki co jeszcze pogoda jest ładna , ale jak zacznie się wiatr i deszcz brrrr... Oby ładna aura trwała jak najdłużej.
Teraz i tak dużo roboty, suszenie ziół, robienie nalewek, przetworów itp...
Mogę z czystym sumieniem powiedzieć , że śliwówka, orzechówka, i wiśniówka już nastawione, jak co roku
Wiśnia praktycznie skończona, co prawda teraz musi odstać swoje, tylko pytanie czy wytrzyma :)))
Chciałabym zrobić też jarzębinówkę, ale to jeszcze chwilkę.
Podejrzewam, że zanim się obrobię ze wszystkim co mam w zamiarze
skończy się wrzesień i po ładnej pogodzie zostanie tylko wspomnienie a mi zostanie wiatr i deszcz. 
Oczywiście, że zdarza się jeszcze super pogoda i w październiku, więc może
zdążę się nią nacieszyć.




wtorek, 28 sierpnia 2012

Kluskowo . . .

No i jest Kluska. Wzięliśmy sobie 3 mies. suczkę kaukaza,  a co ! Jest maluch a jak wiadomo przy takich skarbach jest trochę roboty. Podwórko już wygląda jak pobojowisko a jest ona z nami od jakiegoś tygodnia może 10 dni. Wszędzie wejdzie, wszystko zwali... O moich kwiatach już dawno zapomniałam, że były.
Wszystko rozkopane .... pogryzione... wystarczy wejść chociaż na 10 min do domu i zostawić ją samą a po powrocie zawsze mnie czeka niespodzianka ... ach szkoda gadać. Niech się cieszy diabeł jeden puki czas, za rok już jej na to nie pozwolę. Uczę ją , ale .... jakoś nie bardzo jej wychodzi to słuchanie, że tu nie wolno :)))Dam radę bo nie sposób się na nią złościć,  jest wprost przesłodka . Rojber z niej niezły, ale wyrośnie i zmądrzeje. Przynajmniej mam taką nadzieję. Odkąd jest Kluska to jakoś się tak lżej zrobiło odkąd nie ma  Maci... Teraz nie ma czasu na wspominanie, rozmyślanie bo wszędzie jej pełno.


czwartek, 16 sierpnia 2012

Nie jest dobrze ...


 Nie jest dobrze, nie , jest mi po prostu źle.
 Maci już nie ma...
Całkiem niedawno miałam jeszcze dwa psy a teraz już nie mam żadnego .
Po tym jak Biszkopta już nie było , było zrozumiałe, że Macia się zmieniła, że była bardziej osowiała itd.
Może na początku rzeczywiście był taki powód, ale okazało się, że psina była chora. Walczyliśmy, ale nie udało się i trzeba ją było uśpić. Od piątku 10.08 już jej z nami nie ma.
Pocieszam się tylko tym, że biorąc ją do siebie spędziła sobie stare lata tak jak powinna a nie błąkając się głodna gdzieś po wsiach.