Translate

poniedziałek, 28 października 2013

Cukierek czy psikus :))) ...

 
                                    
Wiem, że to pogańskie święto, ale bardzo mi się podoba pomysł chodzenia po domach po słodycze przez małe i poprzebierane dzieciaczki. Szkoda, że u nas jednak się ono aż tak nie przyjęło.
Pamiętam jeszcze jak mieszkaliśmy w bloku to jednak było troszkę inaczej. Syn był jeszcze mały i  jakie to było wyczekiwanie i kombinowanie za co to się przebrać :)))
Wszystkie maluchy z całego osiedla chodziły od mieszkania do mieszkania.
Naprawdę aż miło było popatrzeć na te wymalowane buziaki.
Teraz tutaj na wsi nie ma czegoś takiego. Może dosłownie kilkoro dzieci przyjdzie po słodkości. Córa już też wyrosła z tego i nie chce się przebierać. Nie powiem bo szkoda ale co zrobić te dzieciaki tak szybko nam rosną.




Pogoda jesienna, piękna. Słoneczko świeci jeszcze mocno, cieplutko jest jak w lecie. W ostatnią sobotę ( 26.10 ) po godz. 22:00 termometr w samochodzie zarejestrował temperaturę 17 stopni !!! Jak w lato. Super ciepluteńko a nie dalej jak tydzień temu w nocy były przymrozki i to takie co malują kwiaty na szybach i aż trudno uwierzyć , że za kilka dni mamy listopad a tu takie lato w pełni hi, hi,hi.                          

Aż przyjemnie wyjść z domu . Wczoraj łazikowałam dotąd aż zrobiło się ciemno, jakoś było mi tak błogo, ze nie chciało się wracać. Dawno tak sama nie chodziłam a wczoraj nawet nie wiedziałam ale okazało się bardzo mi to potrzebne. Miałam dużo czasu na swoje przemyślenia i tak wyciszyłam się i uspokoiłam.
 Po powrocie zrobiłam sobie zielonej herbatki i siedziałam tak jeszcze długo nic nie robiąc niczego nie oglądając ani nie słuchając. Siedziałam tak po prostu i było mi dobrze, spokojnie ( no oczywiście nikogo nie było w domu bo wiadomo, że przy dzieciach bez względu na to ile by nie miały lat nie posiedzi sobie człowiek tak po prostu nic nie robiąc ). Więc tak sobie nic nie robiłam i bardzo mi się to przydało. Czasem nam potrzeba cosik takiego a sami nawet nie wiemy , ze tak jest.


To czekam w takim razie na te kilka wymalowanych buziek i wszystkim życzę nadchodzącego happy halloween :)))








czwartek, 17 października 2013

W domowym ciepełku ...

No i zrobiła nam się jesień pełną gębą :)))
Kiedyś nie bardzo lubiłam tą porę roku. Jakoś nie było czasu by zwracać uwagę na to co dookoła.
Nie było czasu , no może nie zupełnie, że nie było tylko kiedyś nie potrafiłam albo może nie chciałam zwolnić na moment i się rozejrzeć ? Sama nie wiem, ale tak było. Teraz cieszę się tym co jest , a jesień też potrafi być piękna. Cudeńka te kolory i do tego jaka paleta odcieni. Naprawdę miło popatrzeć. Temperaturka też była łaskawa , więc w sumie nie ma co narzekać .
Siadam sobie wieczorkiem pod kocykiem z ciepłą herbatką i cieszy mnie to domowe ciepełko jednak najbardziej lubię gdy na zewnątrz jest mróz i śnieg wtedy bardziej odczuwam zadowolenie z tego , że tam zimno a ja sobie siedzę przy kominku i się grzeję :)
No jeszcze z miesiąc i pewnie będziemy mogli się już spodziewać zimowych temperatur.
Jak już zapewne wszyscy wiedzą ja nie mogę się doczekać już tego " za miesiąc".
Uwielbiam zimę, śnieg no i oczywiście święta. Tak, zdaję sobie sprawę ze swojego pokręcenia, że mówię już o świętach w październiku ale...
Ale ja już planuję co zrobię co upichcę i mam już też w głowie listę prezentów. Totalne szaleństwo, domyślam się, ale moje i je lubię . Nie wiem skąd mi się to wzięło (może z dzieciństwa ), ale ten okres zimowy dokładnie od końca listopada tak mniej więcej do końca stycznia ( w zależności też od pogody bo im dłużej jest mróz i śnieg tym dłużej mnie trzyma :)))  to dla mnie zaczarowany czas i ja też chodzę jak w transie. Jakoś bardziej mi się wszystko chce , zupełnie jak w lecie mam dużo więcej energii.
Więc czekam sobie spokojnie lekko jeszcze uśpiona ten miesiąc a potem ruszam do boju a na razie cieszmy się wszystkimi odcieniami pomarańczy i czerwieni.
 
 
 




 








 

poniedziałek, 23 września 2013

Kuchennie ...


Ostatni tydzień nadrabiałam zaległości i praktycznie cały czas siedziałam w kuchni. Grzybów u nas mnustwo.Co mąż z córką wyjdą na spacer z psem do lasu dosłownie na 30 min to prawie 3/4 koszyka przynoszą a ja nie narzekam tylko cieszę się i robię, przerabiam , suszę , duszę i gotuję mniam....
A najbardziej cieszy mnie to. że jestem już na święta zabezpieczona jak ta lala.


Udało mi się zrobić kilka zdjęć któregoś dnia bo tak to zapominam albo zwyczajnie mi się nie chce bo ręce czymś umorusane. Wyjątkowo w tym roku udało mi się też uzbierać duuużo jarzębiny , więc i jarzębiaczek z przepisu Green Canoe się już maceruje i to prawie w ilościach weselnych hi, hi, hi. Wiem, zaszalałam, a co?  Chutneye z papryki też już mam za sobą. Teraz przymierzać się będę do wyrobów dyniowych, dyniowatych i dynio podobnych :)))
No to pozdrawiam wszystkie kuchareczki i te małe i te duże






środa, 21 sierpnia 2013

Już tylko na luzie ...

 
Już niby wróciłam, jednak jeszcze nie do końca, bo do końca tygodnia jeszcze wyleguję się na działeczce. Oj bardzo mi się przydał ten wyjazd. Jak to my oczywiście, jeździliśmy i zwiedzaliśmy jak najwięcej się da. 
W tym roku udało nam się zobaczyć Muzeum Czartoryskich w Puławach, byliśmy też w Kazimierzu, Zamościu, Łańcucie, Leżajsku, Opatowie, Wieliczce i Bochni. Nie powiem bo trochę tego było , ale nie spieszyliśmy się aż tak bardzo. Jedni wolą leżeć i opalać się nad morzem, inni chodzić po górach a ja odpoczywam właśnie w ten sposób i dobrze mi z tym. Naładowałam porządnie baterie i po powrocie zabieram się do roboty. 
Przez całą sytuację nie zrobiłam w domu praktycznie nic. Nie miałam siły ani fizycznie ani psychicznie. Dlatego orzechówki nie mam, wiśniówki nie mam nie wspominając o żadnych przetworach. Zdążyłam tylko teraz przed wyjazdem nastawić czerwoną porzeczkę na nalewkę, ze śliwkami też zdążę no i oczywiście jarzębina – zdążę. Do niedzieli jeszcze laba a potem koniec tego dobrego i do roboty. Za tydzień praktycznie, znów zaczyna się szkoła , więc tak czy siak trza :) się brać do roboty.
                                            Puławy:
                                Kazimierz:

                                          Zamość:

                                           Łańcut:




                                          Kopalnie soli Wieliczka i Bochnia:


No i nieśmiertelna działeczka. Zdjęcia jeszcze sprzed wczoraj kiedy pogoda dopisywała.