Translate

wtorek, 7 czerwca 2011

Zmiany, zmianki, zmianeczki ...

Odkąd wiosna zawitała już tak na dobre nie mogę się opanowac :) mam tyle energi, że cały czas

cosik robię – zmieniam, przestawiam a to kupie jakiś gaget na jakimś pchlim targu i go przerabiam na swoją modłę, cały czas coś kombinuję a w między czasie zachaczam jeszcze o ogród :)
Jak to się mówi – jestem takim niespokojnym duchem i trudno mi usiedziec na miejscu a jak uda mi się na chwilkę to cały czas w głowie mi krążą różne pomysły, a jaka jest później satysfakcja jak cosik mi wyjdzie niespodziewanego lub efekt jest lepszy od zamierzonego, aż się sama buzia uśmiecha.
Gdzie niegdzie zmiany są naprawdę znikome ale czasem naprawdę szaleję.
Witrynka widoczna na zdjęciu nie zwracała zbytnio uwagi , ale ja już w sklepiku widziałam ją po naprawach, no a po naszym odrestaurowaniu wygląda jak na zdjęciu poniżej ( szkoda, że nie zrobiłam zdjęcia sprzed ), ale cóż tak jakoś samo wyszło. No i krzesło . Jest to maja pierwsza pobielona rzecz, wydaje mi się, że nie wyszło najgożej, ale to dopiero pierwszy raz ( też niestety nie mam zdjęcia sprzed malowania ) mam nadzieję,że później będzie już tylko lepiej i będę mogła się naprawdę pochwalic.

Załączam kilka fotek z sypialni bo tam chyba zaszło najwięcej zmian, ale ja się dopiero rozkręcam …… :)))









czwartek, 26 maja 2011

Ogrodowe zmagania ...

Strasznie długo mnie tu nie było.
Wierzcie mi jednak, że czas mi na to nie pozwalał, tyle razy siadałam by cosik napisac ale w rezultacie nic z tego nie wychodziło bo było zawsze coś….
Sama nie wiem od czego teraz zacząc… hmmm… szał ogródkowy praktycznie już zakończyłam czyli przycinanie, pielenie, sadzenie, grabienie i wszystkie inne czynności, które można robic w ogródku zakończyłam teraz tylko nawożę, podlewam i patrzę jak rośnie :)
Miło jest usiąśc sobie późnym popołuniem na wykończonym już tarasie i popatrzec na owoce swojej pracy, aż się sama buzia uśmiecha.

Miód mniszkowy – zrobiony, mogę odchaczyc go na mojej liście. Córa pomagała i to bardzo , nie mogę powiedziec bo sama się wyrywała do roboty więc we dwie chodziłyśmy zrywac, ona czyściła ze wszystkich żyjątek, które dobrowolnie nie chciały opuścic kwiatów a reszta pozostawała dla mnie.
Może nie jest tego dużo bo tylko 3 słoiki 1L, ale zawsze cosik.

Syrop sosnowy – zrobiony, też już go odchaczyłam na jesień na przeziębienia dla dzieciaków będzie jak znalazł , a że sosenek mam na około pod dostatkiem to zrywałam sobie młode pędy do woli :) ważne, że już jest.

W między czasie przy tych wszystkich robotach ogrodniczych udało mi wypatrzec kilkoro stworzeń które się kręcą bez krępacji :) na około mojego domu. Podchodzą pod samo ogrodzenie bez żadnego problemu a dwa psy, które ujadają jak oszalałe straszyły ich tylko przez jakiś czas.
Teraz pojawiają się co prawda coraz żadziej ale i psy już nie reagują tak alergicznie jak wcześniej :)
Wierzcie mi, że chętnie pokazałabym zdjęcia tych małych sarenek, zająców kończąc na jaszczurkach ale niestety aparat poległ ( a nówka sztuka – niestety już w naprawie ).
Mam dosłownie tylko kilka fotek pstrykniętych starym aparatem mojej pseudo ogrodowej roślinności, nie jest to nic szczególnego bo patrząc na wasze wspaniałe ogrody widzę jak wiele czeka mnie jeszcze pracy by choc w jakimś stopniu mój ogród wyglądał jak wasze, ale pocieszam się tym, że mieszkam tu dopiero od roku i zdążę jeszcze zrobic to co bym chciała. Dopiero w tym roku sadziłam wszystko bo wcześniej jeszcze przeszkadzało to czy tamto ( pozostałosci po budowie ) i być może dlatego moje roślinki niby
zazieleniły się szybciutko i bardzo ładnie, pączki to są już od jakiegoś czasu ( można zobaczyc na zdjęciu, wszystkie clematisy mają takie pączki ) ale się nie chcą jakoś rozwinąc, ale nic jestem cierpliwa i czekam…
Na razie pozdrawiam gorąco i mam nadzieję, że teraz pojawię się tu znacznie wcześniej :)



środa, 9 marca 2011

Przedwiośnie ...

Witam, po wczorajszym dniu kobiet życzę Wam dziewczyny dużo słoneczka i uśmiechu na waszych buziach :)))
U mnie bez większych zmian, z nową pracą sprawa cały czas w toku bo w starej jestem jeszcze na wypowiedzeniu, więc  muszę się w niej jeszcze pomęczyc.
Najważniejsze, że zaczyna do nas witac wiosna :))) opornie to idzie, ale już czuc zmianę w powietrzu, słoneczko codzień świeci no i te ptaki tak spiewają, że życ się chce.
Przez ostatni miesiąc chyba mnie dopadło przesilenie. Nic mi się nie chciało i wściekałam się o każdą głupotę aż sama nie mogłam z sobą wytrzymac, jednak najważniejsze, że przeszło i liczę na to, że nie wróci. Na szczęście domownicy byli baaaarrrrdzo wyrozumiali ;)
Na przełomie stycznia i lutego czmychnął nam Biszkopot, chyba i on poczuł nadchodzącą wiosnę i poszedł.....
Na nic zdało się jeżdżenie po okolicy i szukanie go. Przepdał jak kamień w wodę chocby wydawało się , że bernardyna łatwo jest znaleźc.
Porobiłam ogłoszenia, porozwieszałam po okolicy, troszkę też i w necie popisałam i nic słuch jakby zaginął.
Nadzieja mnie już opuściła gdy dostaliśmy telefon, że się znalazł w sąsiedniej wsi u miłej suczki.
To gałgan jeden wybrał się na dziewczyny, ale już jest. Jestem teraz czujniejsza i pilnuję go chyba bardziej niż dzieciaki :))) niestety pewnie do następnego razu.

wtorek, 1 lutego 2011

Zalatana .....

Witam wszystkich po tak długiej przerwie i chcę się troszkę wytłumaczyć dlaczego mnie tyle nie było. W pracy porobiło się nieciekawie , przyszły kolejne osoby do rządzenia, młode, niedoświadczone z nowymi pomysłami, które niekoniecznie muszą być dobre. Zaczło się pokazywanie kto tu rządzi bez względu na zamierzony efekt, a ja juz jestem chyba za stara na takie gierki, więc.... jestem w trakcie zmiany pracy. Nie mam już siły się szarpać i praktycznie zaczynać wszystkiego od początku w firmie, której siedzę już dobrych parę lat.
Czy zmiana wyjdzie mi na dobre to się dopiero okaże, ale się nie przekonam jak nie spróbuję.

W domku bez większych zmian oprócz tego, że Biszkopt znowu złapał wiatr w żagle i notorycznie ucieka. Potrafi balować po wsi całą noc gałgan jeden, a ja zachodzę w głowę jak to z niego wyplenić :))))
Jak już sobie wszystko poukładam to nadrobię zaległości, które sobie tutaj narobiłam.
Pozdrawiam wszystkich serdecznie i do miłego zobaczenia :)))

piątek, 7 stycznia 2011

...

Witam,

Dziewczyny wszystkiego, wszystkiego najlepszego w Nowym Roku.
Przepraszam, że nic się tu nie pojawia ale zwyczajnie nie mam czasu. W pracy totalne urwanie głowy, praca po godzinach więc nawet w domu nie mam czasu żeby coś naskrobać.
Pozdrawiam was serdecznie i bardzo dziękuję za wszystkie miłe słowa.
Do zobaczyska :)))

poniedziałek, 13 grudnia 2010

Święta na całego ...

 Dziewczyny, u mnie szaleństwo świąteczne na całego, sprzątam, poleruje, zawieszam, ustawiam...
Zrobiłam kilka zdjęć moich kątów, które najbardziej cieszą moje oko świątecznym klimatem jednak wszystkich zdjęć z całego domu chyba nie dałabym rady zamieścić, bo w każdym nawet najmniejszym kąciku zawitały już do mnie święta.
Listy zakupów świątecznych już porobione ( naszczęście kupno prezentów mam już za sobą, ogarnęłam je w ostatni weekend ), prace w przygotowaniu świąt już rodzieliłam jak radziła Anthea Turner w swojej książce " Perfekcyjne święta"  :))) oczywiście nie traktuję wszystkiego dosłownie, ale z kilku rad skorzystałam i napewno jeszcze skorzystam.
Lubię jak wszystko jest dokładnie zaplanowane i nie jest robione na wariata i tego zamierzam się trzymać dodatkowo napewno zaangażuję wszystkich domowników w przygotowaniach :)))









 

 



 


 







poniedziałek, 6 grudnia 2010

Praca wre ...

 

Tak jak czytam na każdym blogu i u mnie już praca wre. Święta za ok. trzy tygodnie a dokładnie 18 dni zostało do Wigilii :))))
W ostatni weekend narobiłam się po pachy. Porządki już zaczęłam świąteczne by nie zostawiać wszystkiego na ostatnią chwilę. Pomyłam okna ( niestety tylko w środku bo pogoda na chwilę obecną nie pozwala myć i z drugiej strony ), firanki , zasłonki ( ale tylko na dole domu ), i wszystkie szafy, kredensy i inne meble zostały dokładnie umyte całe wzdłóż i wszerz :)))
Muszę się jednak pochwolić, że mam małą pomocnicę i nachwalić się jej nie mogę bo naprawdę pomaga mi we wszystkim i dodatkowo bardzo się do tego garnie co dodatkowo mnie cieszy, bo nie trzeba jej do nieczego namawiać. W sobotę do 21.00 robiła pierniczki i naprawdę jestem z niej dumna bi ja byłam tylko od czytania przepisu i wkładania i wyjmowania blach z piekarnika. Moja panna ( prawie 8 letnia ) sama mieszała, zagniatała, wałkowała a potem wycinała ciasteczka - gwiazdki. A po skończonej pracy jeszcze posprzątała !!!! i to tak, że nie musiałam poprawiać :))) O chłopakach w moim domu nie wspominam przy kuchennych robotach bo oni we dwóch zgodnie twierdzą, że mają cięższe roboty. Zgodzę się z nimi , ale i tak ich nie oszczędzam. Zaczynam już przystrajać dom świątecznie , ale jak dokończę , porobię zdjęcia to nasmaruję cosik i pochwalę się fotkami. Buziaki.
A poniżej moja mała kruszynka , Biszkopt ma dopiero 7 mies. a już waży tyle co ja :))))
Macia jakoś nie bardzo lubi być fotografowana i ucieka za każdym razem jak tylko biorę aparat do ręki.