Translate

środa, 4 grudnia 2013

Czerwono - zielony klimat ...

 
 U mnie też już świątecznie i to w każdym zakamarku i jak co roku królują odcienie czerwieni i zieleni. Nie wiem dlaczego, ale te kolory jakoś najczęściej mi przychodzą do głowy jak myślę o
świętach. Wiem, że są inne kolorystyczne warianty i są piękne ( białe, niebieskie, srebrne czy złote ) niektóre aż zapierają dech ale nic na to nie poradzę , że jestem wierna czerwono-zielonemu wystrojowi świątecznemu.
I nawet jak cosik planuję czy buszuję wśród półek sklepowych w poszukiwaniu nowych dekoracji to i tak ciągnie mnie w tą czerwono - zieloną stronę :)
Porządki idą szybciej niż się spodziewałam , więc zdecydowałam się już przystroić dom.
Od razu uśmiech zagościł mi na twarzy . Oj tak już mi lepiej :))) to zdecydowanie mój klimat.
Cały rok na to czekam i w końcu mam mój mały bajkowy świat.

Wczoraj po skończonym przedświątecznym szaleństwie, napaliłam sobie w kominku ( męża rękami :) zrobiłam gorącą czekoladę , zapaliłam świeczki, usiadłam i delektowałam się swoją świąteczną krainą.
Brakowało mi jeszcze tylko choinki, jej zapachu i blasku światełek ale z tym jeszcze ze dwa tygodnie.
Choinkę zawsze ubieram ciut wcześniej w okolicach 20 grudnia bo chcę się nią dłużej nacieszyć. Jest to u nas już taki rytuał, że 20 kupujemy 21 ubieramy i robimy to wszyscy.
Syn ma już 18 lat ale co tam zawsze jesteśmy wszyscy. Robimy sobie cosik ciepłego do picia ( ja najczęściej piję herbatkę "świąteczne wspomnienie , którą uwielbiam i w tym świątecznym okresie piję codziennie a córa cacao ) i ubieramy słuchając kolędy. Robimy to od zawsze. Kiedyś jeszcze jak dzieci były małe, po takim rodzinnym ubieraniu jak dzieciaki szły spać ja jeszcze robiłam ostatni szlif i poprawiałam po nich to i owo :))) teraz na szczęście już nie muszę.

Przymierzam się w tym roku  pierwszy raz w życiu zrobić piernikową chatkę . Zobaczymy co mi z tego wyjdzie , jak pomyślę to aż się boję efektów końcowych hi, hi, hi.





 
 

poniedziałek, 2 grudnia 2013

Piernikowy post ...

 
Tak jak obiecałam sesja piernikowa z opóźnieniem , ale jest!
Jak nakazuje coroczna tradycja piernikowa u mnie w domu pierniczki już zrobione.
To właściwie jest pierwszy punkt do rozpoczęcia przygotowań do świąt.
No są prawie gotowe  bo teraz siedzą sobie w puszeczkach i miękną a potem jeszcze tylko lukrowanie i już .

Ze spokojnym sumieniem mogę zacząć przygotowania pełną parą , a że w tym roku święta wypadają u mnie więc będę miała co robić :)))
Moja córa już mnie właściwie nie potrzebuje przy piernikach. Kombinuję jak tu się wkręcić do roboty coś może zagnieść czy coś powycinać a gdzie tam. Moja mała "Zosia samosia " tylko odpędza się ode mnie jak od natrętnej muchy. Wszystko wie, wszystko umie i wszystkiego przypilnuje a dla mnie nie ma nic do roboty, ale nie daję się tak łatwo pozbyć z kuchni . Jestem i już choćby tylko żeby być no i żeby pozmywać.
Nie to, że się moja pannica miga nie, ale ja też chcę cosik zrobić.


 
 
 


 
 
Zostało nam tak naprawdę 21 dni do świąt . Przez ostatnie kilka dni już sobie wszystko rozplanowałam rozpisałam grafik i zaczęłam świąteczne porządki. Pomieszczenie po pomieszczeniu będę posuwać się na przód . Na razie w 100% skończona jest tylko kuchnia , ale to nie problem do końca tygodnia będzie wszystko zrobione :)
Prezenty też już sobie zaplanowałam i nawet zaczęłam kupować , dopiero co prawda mam jeden ale już jest.
Oj wsiąkłam już bez reszty w świąteczną gorączkę a jak ja to uwielbiam to tylko ja wiem :)))
 

sobota, 23 listopada 2013

Tak na szybko bo pierniki ...

 
Dzisiaj tak na szybko, obiad też będzie na szybko ( właściwie już go robię ) racuchy z jabłkiem bo czas się już brać za pierniki. Zawsze jak już przychodzi czas pierników to włączam zegar świąteczny i odliczam .

 Nie zgadniecie kto najbardziej lubi jabłkowe racuchy ......



Tak zgadza się Kluska , dla niej to jest potrawa nr 1 :) Na zdjęciu uwieczniłam ją jak smażyłam je ostatnim razem. Jak tylko poczuje zapach unoszący się z domu , dosłownie zamiera na tarasie i czeka tam dopóki cosik nie dostanie. Czeka choćby miało to trwać i 3 godz ( sprawdzone ).
Więc się uwijam, smażę dla Kluski też ( wiem, że nie za bardzo psy powinny jeść cosik takiego dlatego dostaje jednego , większego takiego specjalnie dla niej ) a potem bierzemy się z córką za pierniczki :)))
Sesja piernikowa będzie troszkę później . Życzę miłego weekendu i pozdrawiam.

piątek, 1 listopada 2013

A jednak ...


 No i udało mi się , tak długo wierciłam jej w brzuchu dziurę , że się przebrała. Tym razem to już na 100% ostatni raz. Wypad okazał się bardzo owocny bo słodyczy wystarczy też i dla mamy :)))




poniedziałek, 28 października 2013

Cukierek czy psikus :))) ...

 
                                    
Wiem, że to pogańskie święto, ale bardzo mi się podoba pomysł chodzenia po domach po słodycze przez małe i poprzebierane dzieciaczki. Szkoda, że u nas jednak się ono aż tak nie przyjęło.
Pamiętam jeszcze jak mieszkaliśmy w bloku to jednak było troszkę inaczej. Syn był jeszcze mały i  jakie to było wyczekiwanie i kombinowanie za co to się przebrać :)))
Wszystkie maluchy z całego osiedla chodziły od mieszkania do mieszkania.
Naprawdę aż miło było popatrzeć na te wymalowane buziaki.
Teraz tutaj na wsi nie ma czegoś takiego. Może dosłownie kilkoro dzieci przyjdzie po słodkości. Córa już też wyrosła z tego i nie chce się przebierać. Nie powiem bo szkoda ale co zrobić te dzieciaki tak szybko nam rosną.




Pogoda jesienna, piękna. Słoneczko świeci jeszcze mocno, cieplutko jest jak w lecie. W ostatnią sobotę ( 26.10 ) po godz. 22:00 termometr w samochodzie zarejestrował temperaturę 17 stopni !!! Jak w lato. Super ciepluteńko a nie dalej jak tydzień temu w nocy były przymrozki i to takie co malują kwiaty na szybach i aż trudno uwierzyć , że za kilka dni mamy listopad a tu takie lato w pełni hi, hi,hi.                          

Aż przyjemnie wyjść z domu . Wczoraj łazikowałam dotąd aż zrobiło się ciemno, jakoś było mi tak błogo, ze nie chciało się wracać. Dawno tak sama nie chodziłam a wczoraj nawet nie wiedziałam ale okazało się bardzo mi to potrzebne. Miałam dużo czasu na swoje przemyślenia i tak wyciszyłam się i uspokoiłam.
 Po powrocie zrobiłam sobie zielonej herbatki i siedziałam tak jeszcze długo nic nie robiąc niczego nie oglądając ani nie słuchając. Siedziałam tak po prostu i było mi dobrze, spokojnie ( no oczywiście nikogo nie było w domu bo wiadomo, że przy dzieciach bez względu na to ile by nie miały lat nie posiedzi sobie człowiek tak po prostu nic nie robiąc ). Więc tak sobie nic nie robiłam i bardzo mi się to przydało. Czasem nam potrzeba cosik takiego a sami nawet nie wiemy , ze tak jest.


To czekam w takim razie na te kilka wymalowanych buziek i wszystkim życzę nadchodzącego happy halloween :)))








czwartek, 17 października 2013

W domowym ciepełku ...

No i zrobiła nam się jesień pełną gębą :)))
Kiedyś nie bardzo lubiłam tą porę roku. Jakoś nie było czasu by zwracać uwagę na to co dookoła.
Nie było czasu , no może nie zupełnie, że nie było tylko kiedyś nie potrafiłam albo może nie chciałam zwolnić na moment i się rozejrzeć ? Sama nie wiem, ale tak było. Teraz cieszę się tym co jest , a jesień też potrafi być piękna. Cudeńka te kolory i do tego jaka paleta odcieni. Naprawdę miło popatrzeć. Temperaturka też była łaskawa , więc w sumie nie ma co narzekać .
Siadam sobie wieczorkiem pod kocykiem z ciepłą herbatką i cieszy mnie to domowe ciepełko jednak najbardziej lubię gdy na zewnątrz jest mróz i śnieg wtedy bardziej odczuwam zadowolenie z tego , że tam zimno a ja sobie siedzę przy kominku i się grzeję :)
No jeszcze z miesiąc i pewnie będziemy mogli się już spodziewać zimowych temperatur.
Jak już zapewne wszyscy wiedzą ja nie mogę się doczekać już tego " za miesiąc".
Uwielbiam zimę, śnieg no i oczywiście święta. Tak, zdaję sobie sprawę ze swojego pokręcenia, że mówię już o świętach w październiku ale...
Ale ja już planuję co zrobię co upichcę i mam już też w głowie listę prezentów. Totalne szaleństwo, domyślam się, ale moje i je lubię . Nie wiem skąd mi się to wzięło (może z dzieciństwa ), ale ten okres zimowy dokładnie od końca listopada tak mniej więcej do końca stycznia ( w zależności też od pogody bo im dłużej jest mróz i śnieg tym dłużej mnie trzyma :)))  to dla mnie zaczarowany czas i ja też chodzę jak w transie. Jakoś bardziej mi się wszystko chce , zupełnie jak w lecie mam dużo więcej energii.
Więc czekam sobie spokojnie lekko jeszcze uśpiona ten miesiąc a potem ruszam do boju a na razie cieszmy się wszystkimi odcieniami pomarańczy i czerwieni.