Mnie też dopadło okropne chorupsko. Od weekendu praktycznie z łóżka nie wychodzę. Prycham i kaszlę na wszystkie strony. A żeby tego było mało to córka i mąż razem ze mną. Istny szpital mamy w domu.
Już chyba ze dwa a może nawet trzy lata nie byłam aż tak chora.
Pozdrawiam wszystkich a sama leżę i się kuruję . Mam nadzieję, że w przyszłym tygodniu będzie już po zarazie ;)))
Translate
poniedziałek, 17 listopada 2014
czwartek, 30 października 2014
Trick or treat ...
Biorąc pod uwagę to, że jestem uziemiona i nudzi mi się niemiłosiernie to z wyprzedzeniem bo już dzisiaj czekam na Halloween ;)))
Udzieliło mi się . Z córą walczę tak jak i w tamtym roku żeby się przebrała ale nic chyba już nie wskóram. W tamtym roku jeszcze udało mi się ją namówić ( ciężko było ale się udało ) ale teraz nie ma mowy i już ! Jak by ją to bolało, czy cosik. Nie, bo ona ma już 12 lat i nie. Nie bo nie i to jest wytłumaczenie, które ma mi wystarczyć ale babeczki w kształcie pająków robić chce i to nie ma, że nie. Ciacho z pajęczyną na górze , a jak też musi być. Dynia wycięta jest. Ale żeby się przebrać to nie. Trudno, cukierków w tym roku nie będzie ( nie dla niej :)) skoro taka jest dorosła :)))
Jednak cmentarze w tym roku zaliczę później .
Nie dam rady człapać w tym tłumie. Wychodzę z założenia, że nie musi być to 1.11 i już. Może być i 2.11 i 4.11 i też nikomu się nic nie stanie. Na groby powinno się iść z potrzeby serca a nie bo tak jest nakazane i już. Zawsze chodziliśmy 1.11 najpóźniej 2.11 ale w tym roku pewnie pojedziemy dopiero jakiś tydzień po święcie ( przez moją nogę ) . Trudno nic nie poradzę i już.
Ze względu na dużą ilość wolnego czasu zaczęłam już planować święta Bożego Narodzenia.
Wiem, że kolejny raz pomyślicie iż nie mam po kolei w głowie ale cóż przyznaję się bez bicia co rok, że ja już tak mam. A teraz zostałam do tego poniekąd zmuszona :) a to, że się nie broniłam to już inna sprawa....
Przez to, że zasiedzenie troszkę zwolniłam. Już mnie nie ciśnie jesienna chandra. Czasu więcej to i człowiek spokojniejszy. A jak ja to i w domku mniej nerwowo , wiadomo.
No to kochani cukierek czy psikus...
Pozdrawiam cieplutko
Udzieliło mi się . Z córą walczę tak jak i w tamtym roku żeby się przebrała ale nic chyba już nie wskóram. W tamtym roku jeszcze udało mi się ją namówić ( ciężko było ale się udało ) ale teraz nie ma mowy i już ! Jak by ją to bolało, czy cosik. Nie, bo ona ma już 12 lat i nie. Nie bo nie i to jest wytłumaczenie, które ma mi wystarczyć ale babeczki w kształcie pająków robić chce i to nie ma, że nie. Ciacho z pajęczyną na górze , a jak też musi być. Dynia wycięta jest. Ale żeby się przebrać to nie. Trudno, cukierków w tym roku nie będzie ( nie dla niej :)) skoro taka jest dorosła :)))
Nie dam rady człapać w tym tłumie. Wychodzę z założenia, że nie musi być to 1.11 i już. Może być i 2.11 i 4.11 i też nikomu się nic nie stanie. Na groby powinno się iść z potrzeby serca a nie bo tak jest nakazane i już. Zawsze chodziliśmy 1.11 najpóźniej 2.11 ale w tym roku pewnie pojedziemy dopiero jakiś tydzień po święcie ( przez moją nogę ) . Trudno nic nie poradzę i już.
Ze względu na dużą ilość wolnego czasu zaczęłam już planować święta Bożego Narodzenia.
Wiem, że kolejny raz pomyślicie iż nie mam po kolei w głowie ale cóż przyznaję się bez bicia co rok, że ja już tak mam. A teraz zostałam do tego poniekąd zmuszona :) a to, że się nie broniłam to już inna sprawa....
Przez to, że zasiedzenie troszkę zwolniłam. Już mnie nie ciśnie jesienna chandra. Czasu więcej to i człowiek spokojniejszy. A jak ja to i w domku mniej nerwowo , wiadomo.
No to kochani cukierek czy psikus...
Pozdrawiam cieplutko
niedziela, 26 października 2014
Zdolna jestem niesłychanie ....
Na szczęście udało mi się zrobić dekoracje Halloween owe bo od poniedziałku niestety jestem uziemiona. Dwa razy w tygodniu chodzę sobie na zumbę. Po wakacjach stwierdziłam, że trzeba się troszkę zacząć ruszać by nie zastać się na dobre a i jest to zawsze taka mała odskocznia od codziennych obowiązków. No i w poniedziałek tak sobie odskoczyłam , że skończyło się to wizytą w szpitalu. Noga się jakoś tak wygięła , że tylko cudem uniknęła złamania. Spuchła jak balon i zabarwiła się na fioletowo. Na szczęście w domu mam dwóch niedźwiedzi co nosili mnie wszędzie gdzie było trzeba póki nie załatwiliśmy kul. Syn dżentelmen nosił mnie jak księżniczkę co by mamusi było wygodnie. Mąż z racji tego, że nie ma czasu na ceregiele i , że romantyzm w nim już umarł przerzucał mnie przez ramię jak worek kartofli i tak właśnie nosił :)))
Na szczęście mam już kule i daje sobie radę sama , ale jeszcze trochę czasu minie zanim będę dreptać
zupełnie sama. Pomału się goi bo opuchlizna schodzi i kolory teraz już się zielenią , ale większość czasu spędzam siedząc na kanapie w salonie . O pracy nawet nie myślę. Z tego złego to chociaż dobrze, że to się stało teraz a nie np w grudniu przed świętami. Nadrabiam czytanie i nudzi już mi się niemiłosiernie. Już mnie gdzieś nosi. Mam tylko nadzieję, że jakoś uda mi się z wyprawą na groby . W sumie to jeszcze tydzień. .....wtorek, 30 września 2014
Burza myśli ....
Wydaje mi się, że już podjęłam decyzję.............
Bardzo ważną dla mnie i całej mojej rodziny. Boję się tylko głośno o tym powiedzieć, że to już tak na pewno na 100%. Kilka lat temu zakładając swój interes wydawało mi się, że będzie dobrze i damy radę. I tak też było na początku. Niestety w naszym kraju zamiast ułatwiać ludziom życie to się im to utrudnia. Opłaty typu podatki i zus-y są makabrycznie wysokie . A żeby było śmieszniej wszystko jest tak ładnie zakamuflowane, że nawet nie wiemy a płacimy podatki od podatków. Zmęczona już jestem tą walką z wiatrakami. Człowiek próbuje i próbuje ale kiedyś ten zapał się kończy. I na mnie chyba właśnie nadszedł już czas.....
Oczywiście nic pochopnie i nie na łeb na szyję . Jeżeli już to dopiero na wiosnę . Ale na 95% już wiem, że tak.
Dodatkowo mam siostrę za granicą i mój pierworodny też chce wyjechać i to jeszcze w tym roku, więc ....
Cały czas jeszcze się biję z myślami... Bo to znowu zaczynanie od nowa .... Ale mam więcej tych za niż tych przeciw ....Tak naprawdę oprócz domu tego mojego wymarzonego , i miejsca w którym mieszkam , które po prostu kocham niczego nie będzie mi żal. Cała najbliższa rodzina będzie ze mną a to przecież najważniejsze. A dom .... no cóż , zostanie i będzie tu sobie czekał ....
wtorek, 23 września 2014
Autumn ...
Na razie się jeszcze trzymam i staram się organizować sobie tak czas by nie stawać choćby na chwilkę i nie myśleć ale czuję, że już opadam z sił.
Wstyd się przyznać ale moja wymarzona toaletka stoi. Zdążyłam tylko zeskrobać z niej lakier i już.
Nic więcej nie zrobiłam i nie mogę się zebrać. Nie mam konkretnego pomysłu i zwyczajnie mi się nie chce. Grzybów u mnie jak na lekarstwo. Suszy się tylko niewielka " garstka ". Może teraz jak troszku popada to się pokarzą.
Papryka za to dopisuje i króluje wyjątkowo często w mojej kuchni ( w tym roku jakoś więcej niż zwykle ) tak po prostu bez jakiegoś konkretnego powodu. Tak jakoś się składa.W każdym domowym kąciku jest też już i u mnie jesienny klimat.
Co raz to częściej siadam z ciepłą herbatką pod kocykiem. Strasznie mnie też korci by już rozpalić w kominku chociaż tak troszkę by tylko sobie popatrzeć na migające ogniste iskierki .....
czwartek, 4 września 2014
Na chwilkę...
Szkoła nam się znowu zaczęła, pilnowanie czy lekcje odrobione, czy nauczone i czy kanapka na pewno wzięta.
Jesień ma to do siebie , że jest co robić , oj tak. Jestem w trakcie przerabiania papryki jak i zbierania grzybów bo już się pokazały. A ja na ziemię bez grzyb jak bez ręki. Bo przecież zupa grzybowa na Wigilię musi być bez dwóch zdań i już!
Więc się robi i zbiera. Zbiera i robi a z czasem marniutko więc wpadam na moment i lecę dalej.
Buziaki
wtorek, 26 sierpnia 2014
I wakacje ....
W tym roku wyjątkowo późno udało nam się znaleźć chwilkę wolnego by gdzieś wyjechać. Tak to jest jak się ma swój interes i trzeba wszystkiego dopilnować.
Wzięłam więc mężą po pachę :))) i pojechaliśmy sobie jak co roku na taką naszą " objazdówkę" .
Zaczęliśmy od Kazimierza chociaż byliśmy w tamtym roku ale tak mnie jakoś ciągnęło.
Potem Olsztyn i zamek w Olsztynie, Elbląg i spływ kanałem Elbląskim a potem wylądowaliśmy nad morzem we Fromborku. Miejsca cudne , przeurocze. Ludzi nie za dużo bo już chyba po sezonie więc cisza i spokój. Udało nam się odpocząć i wyciszyć, A teraz koniec tego dobrego i z powrotem do roboty :)))
Subskrybuj:
Posty (Atom)











