Translate

czwartek, 19 marca 2015

Czyżby już ...?



Dzisiaj jestem w domu. Obiadek już kończy się bulgotać na kuchni.  Jeszcze trochę i będzie po krzyku ;)))
Słoneczko dzisiaj dokazuje aż miło. Jakoś tak od razu lżej mi się oddycha. Nie wiem skąd ale mam w sobie dużo zapału by cosik robić. Spacerek po lesie też już zaliczony. Odetchnęłam , pocieszyłam się słoneczkiem, posłuchałam ptaszków.... A Kluska jak była zadowolona . Ledwo za nią nadążałam. :)
Piję sobie herbatkę na słoneczku i myślę.  Przywykłam już do myśli o przeprowadzce, co więcej oprócz tego, że się z tą myślą oswoiłam to w sumie już się nie mogę doczekać. Dość mam siedzenia i zamartwiania się. Jak to będzie, co to będzie i czy się ułoży. Na to nie ma odpowiedzi. Wiem, że będzie dobrze bo będziemy tam całą rodziną a reszta się ułoży dlatego chciałabym już zacząć działać. Najlepiej to spakować się i jazda......
Niech już się coś w końcu zacznie dziać.
 Czekam jeszcze z niecierpliwością bo młodsza latorośl w kwietniu będzie brała udział w konkursie wokalnym. W domu przygotowania idą pełną parą. Śpiewom nie ma końca. W kuchni , w salonie , pod prysznicem nie ma znaczenia gdzie . Chodzi i śpiewa od rana do wieczora :))) Trzymam mocno kciuki i przeżywam już teraz by się jej powiodło.































czwartek, 26 lutego 2015

Przesilenie ... ?


Za oknem szaro i ponuro . Nic mi się nie chce :((( Chyba już za długo trwa ta " zima "
Niby w sumie nie powinno się narzekać bo ciężka nie była ale może właśnie dlatego.
Nie było przecież dużo śniegu ani szczypiącego w nos mrozu ( od czasu do czasu coś tam spadło a i tak zaraz topniało ).  Tylko takie tam. 
Te chmury wiszące tak nisko nie nastrajają mnie dobrze.
Życie toczy się zbyt spokojnie jak dla mnie.
Słoneczka już mi się chce, śpiewających ptaszków i tego czegoś co czuć w powietrzu co zwiastuje nam nadchodzącą wiosnę. 
Staram się by chociaż w domu było tak jakoś bardziej kolorowo i mniej smętnie ale to mi nie pomaga.


wtorek, 10 lutego 2015

Znowu w domu ...

Ten czas tak szybko płynie, że zanim się obejrzałam a już jestem z powrotem. Czekałam na ten wyjazd dwa miesiące siedząc jak na szpilkach, odliczałam dni ( spakowana już byłam tydzień przed wyjazdem :)  a tydzień z synem minął jak z bicza strzelił ( na zdjęciu powyżej obie moje pociechy ) .Na ogół to właśnie tak wygląda. Człowiek czeka i czeka a potem szast prast i już po wszystkim. Najważniejsze , że syn zadowolony. Zaaklimatyzował się już, w pracy został doceniony i ani myśli wracać . Wcale się nie dziwię bo w naszym kraju czy młodzi czy starsi wielkich perspektyw raczej nie mają. Ja sama się troszkę rozejrzałam co i gdzie, żeby już na przyszłość wiedzieć od czego trzeba zacząć. Porozglądałam się po bliższej i dalszej okolicy i wiem już gdzie chciałabym mieszkać. Oprócz zwykłych odwiedzin pozwiedzaliśmy też troszkę. Córa wpadła do Madame Tussaud bo by przecież nie darowała gdybyśmy nie poszli ;))) Latała jak szalona od figury do figury i tylko zdjęcia pstrykała aż miło było popatrzeć na tak szczęśliwe dziecko. Wydawało mi się, że jak pojadę i sama zobaczę to wszystkie wątpliwości związane z wyprowadzką miną, że będę miała jasność wielu spraw. Jak bardzo się myliłam. Mam jeszcze większe wątpliwości. Podejrzewam, że one nigdy nie znikną, a im więcej człowiek myśli i analizuje tym jest gorzej. Więc może lepiej nie myśleć tylko iść na żywioł........








niedziela, 11 stycznia 2015

Tylko czekam ...

Witam w Nowym Roku ;)
U mnie jak co roku początek roku jest spokojny.  W pracy spokojnie,  więc mogę sobie pozwolić na trochę luzu. W miarę luźno będzie do końca lutego :))) praktycznie dwa miesiące laby.
Ten wolny czas wykorzystuję zawsze by nadrobić zaległości w czytaniu.  Dopadłam teraz książki Tess Gerritsen i nie mogę się oderwać.  Od początku roku pochłonęłam już cztery jej książki ale końca jeszcze nie widać ;)
Siedzę sobie przed kominkiem,  choinka się świeci a ja czytam i czytam.  W tym roku pierwszy raz od zawsze ( bo zawsze mam świeżą choinkę ) choinka wytrzymała dłużej niż do Trzech Króli. Zawsze rozbierałam ją 6.01 a w tym roku stoi jak zaklęta.  Uwielbiam światełka na choince i ten magiczny od niej blask więc bardzo mnie to cieszy, że jeszcze stoi. Siedzę czytam, ale jakoś nie mogę się dzisiaj skupić.  Myślę o tym, że za niecałe trzy tygodnie lecimy na wyspy w odwiedziny do syna :D . Niby nie minęło aż tak dużo od wyjazdu bo półtora miesiąca ale dla matki to wieczność.  Siedzę , myślę i doczekać się już nie mogę :))). A tak w ogóle to kochane WSZYSTKIEGO DOBREGO W NOWYM ROKU

poniedziałek, 22 grudnia 2014

Coraz ciężej ... Dla Was pomyślności

Za oknem jeszcze ciemno. Siedzę przy kuchennym stole i popijam ranną kawkę. Dom pachnie jeszcze wczorajszym gotowaniem i pieczeniem. Sernik skończyłam piec po 23:00 więc czuć jeszcze zapach. W związku z tym, że rodzinka śpi a ja też dopiero się budzę do życia postanowiłam się obudzić przed komputerem ;) Potem już nie będę miała czasu żeby tu zajrzeć i pooglądać Wasze wspaniałe inspiracje świąteczne. W kawkowym kubasie widać już prawie dno , więc jeszcze jedna doleweczka bo jakoś ciężko mi się zebrać. Choineczka w salonie pięknie pachnie , światełka się świecą a ja myślę tylko o tym , że jutro pierwszy raz od 19 lat nie będzie syna z nami. Pierwszy raz Wigilia bez pierworodnego.
Jak ja to przetrwam...
Makijaż chyba trzeba zrobić wodoodporny ;)))
Wiem, wszystko wiem ale serce mówi co innego niż rozum. Pocieszam się tym, że zobaczymy się na skypie. Będzie to chociaż mała namiastka normalności.
Wam moje kochane życzę zdrowych, spokojnych i pogodnych świąt w gronie rodzinnym oraz wszelkiej pomyślności





























W niedzielę jeszcze zdążyłam odwiedzić jarmark świąteczny w Warszawie przy stadionie narodowym.


















I  SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU 2015


czwartek, 18 grudnia 2014

Post chatkowy ;))) ...


Wpadam na chwilkę by się troszkę pochwalić , że w tym roku moja chatka stoi i się wszystko razem trzyma. W tamtym roku robiłam ją pierwszy raz i mi się nie udała :(
Czytałam różne opinie i jedni sklejają ją lukrem, inni karmelem a jeszcze inni mają jakieś tam swoje sposoby. Skoro będę ozdabiać lukrem to stwierdziłam, że lukrem ją skleję.
Niestety dla laika co robi pierwszy raz i nie wie czego się spodziewać nie było to dobre rozwiązanie. Nic mi się nie chciało trzymać. Sklejałam, paprałam, ściskałam i nic a , że cierpliwość nie jest moją mocną stroną to co innego.
W tym roku postawiłam na karmel i proszę :)))
Wszystko ładnie się skleiło i stoi bez obawy, że coś odpadnie lub się przewróci.
Muszę tylko pilnować córkę bo strasznie łakomie chodzi koło tej chatki i codziennie pyta czy już dzisiaj ją może zjeść a do świąt przecież jeszcze kilka dni :)
Lecę wstawiać bigos , pozdrawiam ...


























wtorek, 9 grudnia 2014

Wczorajszy relax ...

Mój wczorajszy wieczór wyglądał tak jak na załączonym obrazku :)
Nie ukrywam, że bardzo było mi to potrzebne po tak produktywnym dniu.
Wiem, że jest czas do świąt bo mamy jeszcze dwa tygodnie ale ja już załatwiłam pierogi. Oczywiście nasze babcie stare , dobre gospodynie popukały by się w głowę. Bo kto to słyszał by mrozić cokolwiek. Niestety takie mamy czasy, że matki i gospodynie domu pracują teraz i wszystko się właśnie przez to komplikuje bo brakuje nam czasu na prace domowe.
Staram się by wszystko sobie zaplanować i zrobić w marę możliwości oczywiście , jak najszybciej by potem tylko móc
cieszyć się świętami i świętować razem z rodziną a nie padać ze zmęczenia.
Tak więc wczoraj rano po wyprawieniu córki do szkoły i męża do pracy z racji tego, że akurat mogłam mieć wolne postanowiłam już zrobić pierogi i zamrozić je w stanie surowym.
Spędziłam cały dzień w kuchni. Bo wiadomo, że to najpierw farsz potem lepienie. Samego zagniatania, wałkowania i lepienia było z pięć godzin i ok. 160 szt.
Skoro stałam cały dzień w kuchni to stwierdziłam, że taki mały wieczorny relax mi się należy.
Zrobiłam sobie herbatkę oczywiście na jednej się nie skończyło bo po wypitej herbatce z miodem i cytryną zachciało mi się poczuć tak bardziej świątecznie więc zaparzyłam    " świąteczne wspomnienie" (moją ulubioną) , puściłam cichutko stare piosenki świąteczne w wykonaniu Franka Sinatry, Brendy Lee, Andy'ego Williamsa i zatopiłam się w książce. Uśmiechałam się tylko w myślach do siebie bo tak było mi błogo. Nie powiem bo ten błogi stan utrzymuje się do dziś ;))