Translate

wtorek, 9 grudnia 2014

Wczorajszy relax ...

Mój wczorajszy wieczór wyglądał tak jak na załączonym obrazku :)
Nie ukrywam, że bardzo było mi to potrzebne po tak produktywnym dniu.
Wiem, że jest czas do świąt bo mamy jeszcze dwa tygodnie ale ja już załatwiłam pierogi. Oczywiście nasze babcie stare , dobre gospodynie popukały by się w głowę. Bo kto to słyszał by mrozić cokolwiek. Niestety takie mamy czasy, że matki i gospodynie domu pracują teraz i wszystko się właśnie przez to komplikuje bo brakuje nam czasu na prace domowe.
Staram się by wszystko sobie zaplanować i zrobić w marę możliwości oczywiście , jak najszybciej by potem tylko móc
cieszyć się świętami i świętować razem z rodziną a nie padać ze zmęczenia.
Tak więc wczoraj rano po wyprawieniu córki do szkoły i męża do pracy z racji tego, że akurat mogłam mieć wolne postanowiłam już zrobić pierogi i zamrozić je w stanie surowym.
Spędziłam cały dzień w kuchni. Bo wiadomo, że to najpierw farsz potem lepienie. Samego zagniatania, wałkowania i lepienia było z pięć godzin i ok. 160 szt.
Skoro stałam cały dzień w kuchni to stwierdziłam, że taki mały wieczorny relax mi się należy.
Zrobiłam sobie herbatkę oczywiście na jednej się nie skończyło bo po wypitej herbatce z miodem i cytryną zachciało mi się poczuć tak bardziej świątecznie więc zaparzyłam    " świąteczne wspomnienie" (moją ulubioną) , puściłam cichutko stare piosenki świąteczne w wykonaniu Franka Sinatry, Brendy Lee, Andy'ego Williamsa i zatopiłam się w książce. Uśmiechałam się tylko w myślach do siebie bo tak było mi błogo. Nie powiem bo ten błogi stan utrzymuje się do dziś ;))








wtorek, 2 grudnia 2014

I u mnie już ...

 U mnie też już się zaczęło. Do każdego kącika zaglądają już święta. Ja zresztą też zaprogramowana jestem świątecznie. W ostatni weekend oprócz tego, że pakowałam syna do wyjazdu na wyspy brytyjskie ( bo to on jedzie jako pierwszy z rodziny ) to przestawiłam się już kompletnie z myśleniem i działaniem na święta. Tak na dobrą sprawę to zostało nam raptem trzy tygodnie :))) 
więc trzeba się uwijać.

Lista z potrawami - zrobiona,
lista zakupów - zrobiona,
lista prezentów - zrobiona ( co poniektóre pozamawiałam już przez internet by zdążyć przed ostatecznym świątecznym szaleństwem,
lista sprzątania domu - zrobiona (zaczęłam już sprzątać w najdalszych kątach , do których zaglądamy kilka razy w roku),
obowiązki - podzielone

NO TO ZACZYNAMY :)))

U mnie jak zawsze przestrajanie domu na zewnątrz wypada w mikołajki, więc już wiem co mnie czeka w najbliższą sobotę.
A potem już tylko sprzątanie, przystrajanie i kupowanie.
W te święta pierwszy raz będą bez mojego pierworodnego ( staram się na razie nie myśleć bo oczy wilgotnieją ) jak również bez mojej siostry z rodziną ( wszyscy już siedzą na wyspach ). Rodzina się pomału wykrusza i ulatnia z kraju ale tak to jest . Niestety młodzi ludzie tutaj nie mają możliwości by normalnie i godnie żyć, więc wyjeżdżają. Pierwsze święta bez połowy rodziny. Nie chcę nawet myśleć jak będzie cicho......
Wiadomo, że są różne możliwości by się widzieć i rozmawiać nawet codziennie np. skype i to naprawdę bardzo duże ułatwienie jednak to nie to samo......
A w święta to już szczególnie ......
Zastanawiam się czy dam radę ale wiem, że muszę bo nie ma przecież wyjścia.
Trzeba się skupić na zamieszaniu przed świątecznym to będzie łatwiej. Im więcej pracy tym mniej czasu na myślenie.
A zatem do roboty bo nie ukrywajmy ale przed świętami zawsze jest co robić :)))

















wtorek, 25 listopada 2014

Dokładnie jak co roku o tej porze ...

Zgadza się. Dokładnie co rok ok. 4 tygodnie przed świętami mój dom pachnie piernikowo.
Zaglądając wczoraj do kalendarza stwierdziłam, że został nam już tylko miesiąc do świąt więc trzeba będzie zrobić w najbliższy weekend pierniki i to tak na łapu capu :D.
Córa jednak nie przestaje mnie zadziwiać , ok godziny 14:00 dostaję od niej sms-a z zapytaniem czy w domu są wszystkie składniki do piernikowych wypieków. Oznajmiłam, że prawie bo przecież miód się skończył w niedzielę ( bo pożerają go ze wszystkim i do wszystkiego ). Tak więc nadszedł kolejny sms z informacją bym koniecznie kupiła brakujący składnik bo ona dzisiaj robi pierniki i koniec kropka. Co bym na pewno nie zapomniała o tym miodzie kolejny sms by kupić miód nadszedł po 2 godz. :))) Jest to jej zadanie od chyba 4 lat . Nie zdarzyło się by zapomniała lub by jej się nie chciało.
Jednak to, że robi ciastka w poniedziałek i to bez dwóch zdań nie chcąc poczekać do weekendu ( bo w tygodniu to przecież są różne zajęcia dodatkowe ) to podziwiam. Jest przy tym troszkę roboty bo nie jest to kilka ciasteczek ale cała fura. Zawsze robiła tylko jeden rodzaj dodając przyprawę
piernikową. W tym roku zrobiła aż trzy. Bez przyprawy tylko z aromatem piernikowym (więc wyszły bardzo jaśniutkie jak ciasteczka maślane), drugie z przyprawą jak co roku i trzecie z przyprawą i cacao ( więc wyszły ciemniutkie :) Zabawy było co nie miara ale jaka potem satysfakcja. Na lukrowanie czekamy teraz ze trzy tygodnie i już.
Dumna jestem jak paw, oby tak dalej a przygotowania do świąt tylko nam migną :)))













poniedziałek, 17 listopada 2014

Dopadło i mnie ....

Mnie też dopadło okropne chorupsko. Od weekendu praktycznie z łóżka nie wychodzę. Prycham i kaszlę na wszystkie strony. A żeby tego było mało to córka i mąż razem ze mną. Istny szpital mamy w domu.
Już chyba ze dwa a może nawet trzy lata nie byłam aż tak chora.
Pozdrawiam wszystkich a sama leżę i się kuruję . Mam nadzieję, że w przyszłym tygodniu będzie już po zarazie ;)))

czwartek, 30 października 2014

Trick or treat ...

Biorąc pod uwagę to, że jestem uziemiona i nudzi mi się niemiłosiernie to z wyprzedzeniem bo już dzisiaj czekam na Halloween ;)))
Udzieliło mi się . Z córą walczę tak jak i w tamtym roku żeby się przebrała ale nic chyba już nie wskóram. W tamtym roku jeszcze udało mi się ją namówić ( ciężko było ale się udało ) ale teraz nie ma mowy i już ! Jak by ją to bolało,  czy cosik. Nie, bo ona ma już 12 lat i nie. Nie bo nie i to jest wytłumaczenie, które ma mi wystarczyć ale babeczki w kształcie pająków robić chce i to nie ma, że nie. Ciacho z pajęczyną na górze , a jak też musi być. Dynia wycięta jest. Ale żeby się przebrać to nie. Trudno, cukierków w tym roku nie będzie ( nie dla niej :)) skoro taka jest dorosła :)))
Jednak cmentarze w tym roku zaliczę później .
Nie dam rady człapać w tym tłumie. Wychodzę z założenia, że nie musi być to 1.11 i już. Może być i 2.11 i 4.11 i też nikomu się nic nie stanie. Na groby powinno się iść z potrzeby serca a nie bo tak jest nakazane i już. Zawsze chodziliśmy 1.11 najpóźniej 2.11 ale w tym roku pewnie pojedziemy dopiero jakiś  tydzień po święcie ( przez moją nogę ) . Trudno nic nie poradzę i już.
Ze względu na dużą ilość wolnego czasu zaczęłam już planować święta Bożego Narodzenia.
Wiem, że kolejny raz pomyślicie iż nie mam po kolei w głowie ale cóż przyznaję się bez bicia co rok, że ja już tak mam. A teraz zostałam do tego poniekąd zmuszona :) a to, że się nie broniłam to już inna sprawa....
Przez to, że zasiedzenie troszkę zwolniłam. Już mnie nie ciśnie jesienna chandra. Czasu więcej to i człowiek spokojniejszy. A jak ja to i w domku mniej nerwowo , wiadomo.
 













No to kochani cukierek  czy psikus...
Pozdrawiam cieplutko





niedziela, 26 października 2014

Zdolna jestem niesłychanie ....


Na szczęście udało mi się zrobić dekoracje Halloween owe bo od poniedziałku niestety jestem uziemiona. Dwa razy w tygodniu chodzę sobie na zumbę. Po wakacjach stwierdziłam, że trzeba się troszkę zacząć ruszać by nie zastać się na dobre a i jest to zawsze taka mała odskocznia od  codziennych obowiązków.  No i w poniedziałek tak sobie odskoczyłam , że skończyło się to wizytą w szpitalu.  Noga się jakoś tak wygięła , że tylko cudem uniknęła złamania.  Spuchła jak balon i zabarwiła się na fioletowo.  Na szczęście w domu mam dwóch niedźwiedzi co nosili mnie wszędzie gdzie było trzeba póki nie załatwiliśmy kul. Syn dżentelmen nosił mnie jak księżniczkę co by mamusi było wygodnie.  Mąż z racji tego, że nie ma czasu na ceregiele i , że romantyzm w nim już umarł przerzucał mnie przez ramię jak worek kartofli i tak właśnie nosił :))) 
Na szczęście mam już kule i daje sobie radę sama , ale jeszcze trochę czasu minie zanim będę dreptać
zupełnie sama.  Pomału się goi bo opuchlizna schodzi i kolory teraz już się zielenią , ale większość czasu spędzam siedząc na kanapie w salonie . O pracy nawet nie myślę.  Z tego złego to chociaż dobrze, że to się stało teraz a nie np w grudniu przed świętami.  Nadrabiam czytanie i nudzi już mi się niemiłosiernie.  Już mnie gdzieś nosi. Mam tylko nadzieję, że jakoś uda mi się z wyprawą na groby . W sumie to jeszcze tydzień. .....